Na co studio graficzne poświęca swój czas

17 lipca 2016

 

„Czy dałoby się to zrobić szybciej?”, „Czy zdążą państwo na pojutrze?”
– pytania tego typu słyszał chyba każdy grafik. Oczywiście drukarnia powinna wywiązać się ze zlecenia w terminie jak najbardziej dogodnym dla klienta. Jednak czy zawsze jest to możliwe?

To jasne, że klienci nie wiedzą wszystkiego o pracy grafika. Zresztą bardzo dobrze – po co byłby potrzebny grafik, gdyby każdy znał się na jego obowiązkach? Niemniej właśnie z tego wynika nierzadki problem: ludzie niejednokrotnie zastanawiają się po co studiu potrzeba tyle czasu na zaprojektowanie i wykonanie plakatu, ulotek czy znaku graficznego. Spieszymy z odpowiedzią!

„Prosta” ulotka

Pani X poprosiła grafika o wykonanie ulotek. Zdawałoby się, że to nic prostszego. Wystarczy zaprojektować niewielką przecież przestrzeń i umieścić na niej dostarczony, gotowy już tekst. Niestety, tylko w teorii wygląda to tak różowo. Jeśli ulotka ma być rozdawana na ulicy, to warto pamiętać, że każdy przechodzień podobnych ulotek dostaje dziennie mnóstwo. Należy myśleć o niej jak o materiale reklamowym, który powinien być atrakcyjny. W przeciwnym wypadku potencjalny odbiorca od razu wyrzuci ją do kosza na śmieci. Sęk tkwi również w tym, że na niewielkiej, jak już wspomnieliśmy, przestrzeni rozmieścić należy często sporo elementów. Całość musi być zatem nie tylko estetyczna, ale i czytelna. Połączenie wszystkich tych elementów musi zająć trochę czasu.

To „tylko” logo

Powiedzmy, że Pan Y zamówił projekt loga. Po upłynięciu umówionego wcześniej czasu, otrzymał kilka gotowych wersji. Każda inna, lecz bazująca na wspólnym mianowniku zaproponowanym przez Pana Y. „Wygląda to dobrze, ale na prawdę musiałem na to czekać tyle czasu?” – zdaje się myśleć klient.
Odpowiadamy: Tak. Być może są studia, w których terminy odbioru prac umawiane są na dwa tygodnie do przodu, ale graficy pochylają się nad projektem dopiero dzień przed pojawieniem się zleceniodawcy. Dla profesjonalnych drukarni jest to jednak nie do pomyślenia. Terminy, które są proponowane wynikają z czasu jaki jest niezbędny do wykonania nawet najprostszego loga. Pamiętajmy, że klient widzi jedynie efekt finalny długiego procesu twórczego. Dwie czy cztery ostateczne wersje, które dostał są tym, co wyłoniło się z „prototypów”, których w międzyczasie powstaje naprawdę dużo. O tym jednak zainteresowany nie musi wiedzieć. Tak jak fotograf nie udostępnia nieobrobionych zdjęć, tak żaden projektant nie będzie chwalił się obszernym miszmaszem jaki pojawił się w trakcie powstawania finalnej wersji loga.

„Zwykły” katalog

Aby powstał projekt katalogu, potrzeba więcej czasu niż w trakcie kreowania wspomnianych wyżej materiałów. Grafik musi stworzyć niezbędny mu layout, czyli szablon, w którym ustali kolorystykę, elementy dekoracyjne, rozmieszczenie treści, a nawet krój czcionki. Jeśli layout będzie powstawał na szybko, wzrośnie ryzyko, że zostanie przygotowany nieprawidłowo. Wówczas może się okazać, że na późniejszym etapie poprawne wprowadzanie treści będzie bardzo utrudnione. Naturalnie, wspomniane wprowadzanie treści można rozpocząć dopiero wtedy, gdy layout zostanie zaakceptowany przez klienta. Nie trzeba pewnie przypominać, że katalogi mają nawet po kilkadziesiąt stron, z których każda wymaga dokładnego przejrzenia w celu wykrycia ewentualnych błędów.

Każdy fachowiec do wykonania swej pracy potrzebuje czasu. Nie chodzi tylko o to, że zadanie, które musi wykonać jest czasochłonne. Pomyślmy o tym, że jeśli zależy nam na dobrym materiale reklamowym, grafik, na wykonane już „prototypy” powinien móc spojrzeć na chłodno. Jeśli usłyszy, że termin realizacji jest „na wczoraj”, może nie mieć takiej możliwości.

Istnieje zdarte już jak stara płyta powiedzenie, że z trzech rodzajach usług: dobrze, tanio i szybko możemy wybrać najwyżej dwa. Klient może zatem zażyczyć sobie, aby jego projekt został wykonany: dobrze i tanio – nie będzie szybko, jeśli woli dobrze i szybko – nie będzie tanio, z kolei szybko i tanio – nie będzie dobrze. Ta maksyma tyczy się każdej branży – także usług drukarskich